Zabijanie w rytmie pop
—
To jest mój ostatni felieton dla Magazynu Dziennika (17 stycznia 2009). Po ostrym proteście Pawła Śpiewaka przeciwko publicznemu zacytowaniu jego prywatnego maila bez jego zgody - za brak tego pytania rzeczywiście przepraszam, choć też mam dość mocne poczucie nadużycia prywatnej korespondencji do dyskusji o problemach bynajmniej nie osobistych, lecz jak najbardziej publicznych, do której wybitni publicystyści pokroju Pawła Śpiewaka są wręcz zobowiązani - redakcja Dziennika uznała, że to dobra okazja, by zakończyć naszą współpracę. Felietony nie wpisywały się w linię pisma. Tym samym zamykam kolejną serię, ciesząc się, że się wydarzyła.
—
Po ostatnim felietonie o konflikcie w Gazie mój znakomity promotor z czasów doktoratu, profesor Paweł Śpiewak, przysłał mi zagniewany email: „Magdo, szalenie zmartwił mnie twój felieton w Dzienniku, o czym mejlowo zawiadamiam. Jest tak jednowymiarowy i w tym sensie przewidywalny, jak przewidywalne są zarówno anty i proizraelskie teksty z prasy lewicowej. Wiesz zapewne, dlaczego pan Cogito nie cenił muzyki pop. Ten prosty wiersz chciałbym ci na ten weekend i na najbliższe dni zadedykować, życząc ćwiczenia półtonów, półdźwięków, doskonalenia w sztuce przedstawiania sprzeczności i niejednoznaczności. Ukłony. Paweł Śpiewak”.
Pomijając kwestię lewicowości, nie wiedzieć czemu użytej tu jako jednowymiarowa obelga, profesor idealnie trafił w mój wrażliwy punkt, czyli w przywiązanie do programu etycznego Herberta. Sęk w tym, że nie do końca rozumiem kierunek jego krytyki.
Być może Śpiewak miał na myśli brak cieniowania w przedstawianiu historycznych i moralnych racji państwa Izrael, oraz zbyt pochopną ocenę działań izraelskich polityków i wojskowych, odpowiedzialnych za decycję o tej operacji. Bo rzeczywiście, trudno im się dziwić. Ponad 90 procent Izraelczyków pochodzenia żydowskiego popiera inwazję. Wolą spokój niż pokój. Nawet sprzeciwiająca się dotąd przemocy lewica zrozumiała, że skoro nie da się zachować równowagi między Żydami i Palestyńczykami w oparciu o wzajemną miłość, warto powalczyć o tę opartą na strachu. Zaufanie do polityków wzrosło radykalnie po raz pierwszy od lat, co jest nie do przecenienia w obliczu zbliżających się wyborów parlamentarnych. Najlepszym dowodem może być rosnąca popularność strategów tego konfliktu – minister spraw zagranicznych Tzipi Livni i ministra obrony Ehuda Baraka – skutecznie konkurujących z dotychczasowym liderem rankingów, przywódcą prawicowej opozycji Benjaminem Netanyahu. Radykalizującym się jeszcze bardziej, by odzyskać malejące poparcie. Jego stwierdzenie wypowiedziane na jednej z konferencji prasowych, że „prowadzimy być może najsprawiedliwszą z wojen” przejdzie do historycznych annałów.
A może profesorowi chodziło o niewystarczająco subtelną relację z tragedii oblężonych Palestyńczyków? To fakt, Zgromadzenie Ogólne ONZ prawdopodobnie zwróci się do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości o sprawdzenie, czy atak na Gazę nie pogwałcił konwencji genewskich o ochronie ofiar wojny. Izrael zapewne odrzuci krytyczny werdykt, „sprawiedliwość” tej wojny jest już jednak publicznie kwestionowana. A lista uchybień jest długa. Blokada Gazy została uznana za formę niedozwolonej w prawie międzynarodowym kary zbiorowej. Izrael naruszył swoje obowiązki wobec okupowanej ludności, odcinając dostęp do jedzenia, wody i opieki medycznej. Jedna z najlepszych armii świata zdecydowała się na użycie zwykłych bomb, niszczących wszystko co się rusza, zamiast nowoczesnych pocisków, zdolnych do precyzyjnego namierzania celu. Dzięki temu dwie trzecie z ponad tysiąca ofiar to ludność cywilna, w tym ponad trzysta dzieci. Co więcej, wojsko wykorzystuje cywilów jako żywe tarcze, zamykając palestyńskie rodziny w budynkach zajmowanych przez izraelskich snajperów, żeby chronić tych ostatnich przed atakami bojowników Hamasu. I tak dalej.
Profesor nie rozumie tego, że to nie moje pisanie jest wyrazem estetyki hałasu, o której krytycznie rozmyśla Pan Cogito w czasie koncertu pop, lecz ten irracjonalny konflikt. Jego binarne, biało-czarne postrzeganie zostało wykreowane dzięki szczęśliwie coraz głośniej kwestionowanej retoryce „wojny z terrorem”, która stworzyła sztuczną solidarność Zachodu wobec wyimaginowanego wspólnego wroga. Oraz dzięki działaniom Izraela wspieranego przez Stany Zjednoczone, które na zasadzie faktów dokonanych wymazały z rzeczywistości, w jakiej żyją Palestyńczycy, jakiekolwiek odcienie i szarości. „Kłopot polega na tym – pisze Herbert – że krzyk wymyka się formie”. Zgoda. Tyle że domaganie się od zabijanych w Gazie Palestyńczyków tego samego bogactwa „głosu, który wznosi się i opada”, którego poeta oczekuje od popowych muzyków, nie ma nic wspólnego z formą. Jest po prostu niemoralne.
Magda Raczyńska














